czwartek, 20 października 2016

Jak ugryźć czarną orchideę?



Wielu twórców marzy, że sztuką rządzi przypadek. Wystarczy usiąść, chwycić w dłonie narzędzie i niewidzialny geniusz pokieruje ręką, czy raczej ręka wykona przypadkowy ruch i powstanie dzieło.
W rzeczywistości nie ma sztuki bez intelektu.
Najwybitniejsi artyści zawsze starali się zawrzeć w swojej kreacji jakąś tajemnicę. Jej odkrywanie to właśnie obcowanie ze sztuką. Nie bezmyślne gapienie się na obraz rzeźbę czy film, bo ktoś powiedział, że są genialne. Odkrywanie, dlaczego są genialne.
Nie inaczej jest z perfumami. W wielu z nich twórcy ukryli tajemny kod. Kiedy go rozszyfrujemy najdziwniejsze pachnidła stają się bliskie i pociągające lub... jeszcze bardziej odpychające. Wszystko zależy od naszego światopoglądu i sfer, w których się obracamy, zakorzenionej w naszym umyśle estetyki.
Spróbujmy rozszyfrować ten kod na przykładzie Black Orchid Toma Forda. 


Pierwsze powąchanie – mieszane uczucia. Sporo kontrastów i trudnych do zdefiniowania niuansów. Pierwsza myśl – to nie jest zapach dla każdego. Druga myśl – tym samym jest to zapach godny uwagi.
Złożoność tego zapachu wskazuje, że Tom Ford chciał, żeby był wyjątkowy. Co chciał w nim ukryć? Perfumy, to nie tylko zapach, to również ich wizualizacja w postaci flakonu i werbalizacja – czyli nazwa. W dzisiejszym świecie pojawiają się perfumy, w których te trzy elementy nie mają wiele wspólnego. Z pewnością jednak nie należy do nich Black Orchid. Tom Ford wielokrotnie wcześniej udowodnił, że w tym co robi nie ma przypadku.
Coż to takiego „Czarna orchidea”? Prosta odpowiedź – Encyllia cocheeata – odmiana orchidei rosnąca w Ameryce Środkowej, narodowy kwiat Belize. Mamy nutę przewodnią kompozycji zapachowej? To w przypadku Toma Forda byłoby za proste.
Kolor czarny bardzo często symbolizuje śmierć, jednakże w Ameryce czarna orchidea niewątpliwie kojarzona jest z odrodzeniem i przemianą, co wiąże się z postacią superbohaterki z kultowego komiksu, która po śmieci odradza się jako hybryda człowieka i rośliny.
Nie jest to jedyne znaczenie symboliczne „czarnej orchidei” – przez wieki orchidea była uważana za kwiat wyjątkowy i cenny. Nie można jej było rozmnażać w Europie gdyż, zwykle jej nasiona musiały być zainfekowane grzybami, które na naszym kontynencie nie występowały, co odkryto dopiero na początku XX wieku. Nic więc dziwnego, że przez długi czas storczyki były ozdobą rezydencji najbogatszych ludzi. Do historii przeszła aukcja, na której lord Sussex zapłacił za orchideę wyrastającą z... ludzkiej czaszki astronomiczną wówczas sumę 1000 funtów.
Kwiaty te stały się więc symbolem wyższej klasy, elit. Jednocześnie, choćby za sprawą Chanel kolor czarny stał się symbolem ponadczasowej elegancji.
Czarną orchideę odczytuje się więc jako symbol elitarnego świata mody, wyrafinowanego stylu i luksusu. Z takim rozumieniem nazwy koresponduje flakon – dość ascetyczny w kształcie, przyciągający elegancką czernią i połyskujący luksusowymi złotymi dodatkami.
I wreszcie zapach. Znajdziemy w nim ekskluzywne nuty kwiatowe, hedonistyczne nuty smakowe, jak również eleganckie nuty drzewne i niepokojące żywiczno-kadzidlane. Zestawienie luksusu i powściągliwości. Pachnidło odpowiednie dla kobiet niezależnych, uprawiających elitarne zawody, zajmujących wysokie stanowiska. Z pewnością nie będzie dobrze pachnieć w połączeniu z letnimi sukienkami w kolorowe kwiaty.
Niewątpliwie Black Orchid to manifest nowej filozofii Toma Forda, znak jego odrodzenia, wejścia na nową drogę twórczą – pracy na własny rachunek, kreowania nowego stylu bez korporacyjnych ograniczeń.


2 komentarze:

  1. A ja mam problem z tym zapachem. Na blotterze jest tajemniczy i pociągający, na mojej skórze nie podoba mi się w żaden możliwy sposób. Akceptowalna i bardzo urocza, współgrająca z PH mojej skóry jest za to wersja Velvet Orchid, która ładnie się rozwija w ciągu dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze w końcu przetestować Velvet Orchid. Dziekuje za komnetarz

      Usuń