sobota, 1 kwietnia 2017

Parlament Europejski przygotowuje rewolucje w perfumach?


Wszystko wskazuje na to, że powstanie nowa dyrektywa unijna, która zmieni zasady wprowadzania do sprzedaży perfum w Europie. Wszystko zaczęło się od holenderskiej posłanki Lieke van Dijk, u której po naniesieniu perfum na skórę pojawiła się wysypka. Objawy podrażnienia nie chciały długo ustąpić, pomimo intensywnego leczenia różnymi preparatami. Mało tego, producent odmówił udostępnienia lekarzom posłanki składu specyfiku, po to, aby rozpoznać uczulającą substancję. Perfumiarze mają obowiązek wskazywania jedynie, że sprzedawany przez nich produkt zawiera alkohol i nieokreślona kompozycję zapachową.

Holenderska posłanka zamierza to zmienić. Według jej projektu każdy producent perfum będzie musiał załączyć do flakonika ulotkę z listą substancji, które wchodzą w jej skład, ich procentową zawartością i dodatkowo będzie musiał specjalnie oznaczyć te, które są uznawane przez WHO za uczulające. W wywiadach prasowych van Dijk twierdzi, że jej koncepcja cieszy się dużym poparciem europosłów, którzy sami mają problemy z pachnidłami. Tylko duża część jej francuskich kolegów zapowiedziała, że jeśli taka dyrektywa zostanie wprowadzona, to Francja wyjdzie z UE.
Pomysł ingerowania w europejski rynek perfum zainspirował również europosłów z frakcji konserwatystów, którzy planują przygotować projekt dyrektywy w sprawie nazw i reklamy perfum. Nie podoba im się bowiem, że pachnidła reklamowane są poprzez skojarzenia z seksem, co według nich prowadzi do demoralizacji i może przynosić szkody kobietom. Powołują się na badania socjologiczne, według których kobiety używające perfum są wielokrotnie częściej ofiarami zaczepek,czy nawet molestowania seksualnego. Postanowili więc walczyć ze stereotypem, że perfumy to seks we flakonie i chcą zakazu sprzedaży perfum, które mają nazwy nacechowane erotycznie oraz zakaz reklamy pachnideł odwołujących się do tej intymnej sfery życia człowieka.
Powyższe koncepcje bardzo cieszą kraje znajdujące się poza UE oraz wychodząca z niej Wielką Brytanię. Panuje powszechne przekonanie, że wiele firm wycofa się ze sprzedaży pachnideł w Zjednoczonej Europie, gdyż nie będzie chciało ujawniać swoich receptur. Zyskają na tym kraje, w których nie będzie obostrzeń w sprzedaży. Po perfumy będzie się więc jeździć do Londynu, Zurichu, Oslo czy na Białoruś albo najbardziej luksusowe produkty będziemy kupować na targowiskach, gdzie będą stały obok przemycanych zza wschodniej granicy papierosów i wódki bez akcyzy. Ciekawe czy będzie tam można korzystać z testerów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz