wtorek, 11 października 2016

Moje Burberry w „mrocznej” wersji




Historia firmy Burberry niewątpliwie może oddziaływać na wyobraźnię młodych ludzi z małych miasteczek, którzy pragną osiągnąć więcej niż ich rodzice.

21 letni Thomas Burberry, syn rolnika i drobnego handlowca z Essex, po zakończeniu praktyki w małym sklepie tekstylnym postanawia otworzyć własny biznes. W małym miasteczku, liczącym ok 4,500 mieszkańców, zaczyna prowadzić salon mody męskiej. Nie zamierza jednak zmuszać miejscowych elit do kupowania ubrań paryskich krawców. Uważnie śledzi styl życia swoich klientów i ich potrzeby. Dostrzega, że niezwykle ważne są dla nich wygodne i funkcjonalne ubrania do jazdy konnej, polowań, łowienia ryb. Eksperymentuje więc z materiałami, szukając tkanin wodoodpornych i nieprzewiewnych. Po latach prób wynajduje gabardynę – materiał który przeszedł do historii wojskowości oraz odkryć geograficznych i walnie przyczynił się do przekształcenia lokalnej firmy tekstylnej w światowego potentata.
Oczywiście Burberry miał sporo szczęścia. Niedługo po wynalezieniu gabardyny Wielka Brytania zaangażowała się w wojny burskie. Płaszcz Tielocken wymyślony w roku 1895 roku stał się ulubionym okryciem angielskich generałów w czasie II wojny burskiej, współpracą z firmą odzieżową zainteresowało się ministerstwo wojny. 

Wodoodporna gabardyna świetnie sprawdzała się z w czasie walk pozycyjnych w czasie I wojny światowej. Z tamtych czasów pochodzi nazwa płaszcza Burberry – trencz (trench – okop), pagony oraz klamerki przy pasie w kształcie litery „D”, które służyły żołnierzom do zawieszania granatów.
Inny symbol Burberry – szalik w kratkę również jest związany z trenczem – na wystawie sklepowej w Paryżu źle założono na manekin trench, odsłaniając kraciastą podszewkę. Wzór wzbudził tak duże zainteresowanie klientów, że zdecydowano się na stworzenie dodatków w kratkę do trencza...


Burberry jest dzisiaj światowym potentatem mody, z salonami rozsianymi po całej kuli ziemskiej. Coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność również w świecie perfum. Pierwszym zapachem domu mody był Burberry for m z 1981 roku. Na następne trzeba było czekać prawie 30 lat. Cicha rewolucja miała miejsce w roku 2012 – Burberry przejęło odpowiedzialność za sygnowane przez siebie perfumy od firmy Inter Parfums. 

Kierunek w jakim będzie zmierzać dział zapachowy angielskiego domu mody wyznaczają kompozycje My Burberry (2014) i My Burberry Black (2016) – perfumy luksusowe, ekskluzywne, zapewniające elegancję i prestiż, rywalizujące z pachnidłami z najwyższej półki mainstreamu.

Nowość – My Burberry Black określany jest jako kwiatowo-orientalny, lecz taka kwalifikacja może niektórych wprowadzać w błąd. To zapach zbudowany na klasycznym już połączeniu akordu słodkiego (w tym przypadku kwiatowo-owocowego) z cierpka paczulą. W opisach zapachów, jako nuty wiodące wskazywane są róża i brzoskwinia, twórcy zapachu Kurkidjanowi udało się jednak tak połączyć składniki, że uzyskał dość abstrakcyjny akord słodki, którym na pierwszy plan wybija się „owocowość”, a nie kwiaty czy też pralinki albo karmelki.
Kontrast pomiędzy niepospolitą słodyczą i cierpkością, sprawia, że zapach jest intrygujący, tajemniczy i przyciągający, lecz nie przymilny i lepki. Otula skórę dając wrażenie ciepła i bezpieczeństwa.
Jest bardzo harmonijny, nic w nim nie wybija się na pierwszy plan i nie drażni.
Niewątpliwie jest to zapach dla każdego na specjalne okazje lub na co dzień dla osób o wysokim statusie społecznym i zawodowym. Dobrze pachnie wieczorem, w chłodne dni. Podkreśla elegancję i kobiecość, dodaje pewności siebie. Jest przy tym nowoczesny, lecz jednocześnie łatwy do zaakceptowania dla tradycjonalistów. Doskonale też wygląda na półce – prostopadłościenny flakon w kolorze ciemnego bursztynu z dużym korkiem nawiązującym do starego guzika z czarną kokardką.
Ceny?
Od ok. 300 zł za 30 ml. Można też kupić kolekcjonerski, numerowany (tylko 200 szt) flakon 900 ml za 13 tysięcy złotych. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz